Film ten jest ekranizacją fragmentu powieści A. Kamińskiego p.t. ?KAMIENIE NA SZANIEC?, opartej na wydarzeniach autentycznych z 26 marca 1943 roku, kiedy to Szare Szeregi przeprowadziły w Warszawie w rejonie Arsenału akcję mającą na celu odbicie z rąk gestapowców głównego bohatera ? ?Rudego?.
Na dzisiaj wieczór Napisz recenzję filmu pt. "Kamienie na szaniec". NIE KOPIUJCIE Z INTERNETU, PROSZĘ. Daje na… Natychmiastowa odpowiedź na Twoje pyta…
W kinach „Kamienie na szaniec” Roberta Glińskiego, autorska interpretacja prozy Aleksandra Kamińskiego – a w sklepach soundtrack z filmu z ambientową, zaskakująco współczesną muzyką Łukasza Targosza i najnowszą piosenką Dawida Podsiadło „4:30”.
Tadeusz Zawadzki to jeden z głównych bohaterów książki pod tytułem" "Kamienie na szaniec". Jego pseudonim to " Zośka", ponieważ wyróżniał się dziewczęcą urodą. Przyszedł na świat 24 stycznia 1921 roku, zaś zmarł 20 sierpnia 1943 roku pod Sieczychami. Był inny niż reszta chłopców.
Zobacz 1 odpowiedź na pytanie: Recenzja filmu kamienie na szaniec 2014 . Pytania . Wszystkie pytania; Sondy&Ankiety; Kategorie . Szkoła - zapytaj eksperta (1892)
Film "Kamienie na szaniec" ma swoją premierę 7 marca. Adaptacja znanej (to lektura szkolna) powieści Aleksandra Kamińskiego w reżyserii Roberta Glińskiego pewnie wzbudzi wiele emocji, bo
. Przeszłość jest modna. Lubujemy się ostatnio w stylizacjach na dwudziestolecie międzywojenne – wyzwolone, taneczne, liberalne i pijane. Ale wciąż boimy się nostalgii za czasami wojny. Ten obszar zarezerwowany jest dla konkretnych skojarzeń: cierpienia, bólu, wylanych łez, przelanej krwi, bohaterstwa, nieskazitelnej odwagi. Jeśli II wojnę światową obrosła jakaś mitologia, to tylko ta bogoojczyźniana, martyrologiczna. Zapewne dlatego polski żołnierz funkcjonuje w wyobraźni wielu jako święty – zawsze prawy, zawsze patriota, zawsze seksualnie czysty. Robert Gliński próbuje przeorać bombastyczne skojarzenia i osiąga sukces. Jego "Kamienie na szaniec" wyglądają nie tyle jak ekranizacja powieści Aleksandra Kamińskiego, ile raczej jak adaptacja komiksów o dziarskich dzieciakach, małoletnich superbohaterach. Takim skojarzeniom sprzyjają dynamiczna muzyka Łukasza Targosza oraz bogata wizualna strona filmu, którą pomagają uchwycić sprawne zdjęcia Pawła Edelmana. Udaje się zarówno stylizacja kostiumów, na widok których współcześni hipsterzy i wyznawcy stylu indie zapieją z zazdrości, jak i fryzur. "Zośka" (magnetyzujący Marcel Sabat), "Rudy" (brawurowy Tomasz Ziętek) i "Alek" (Kamil Szeptycki) są tak wylansowani, jakby nie wybierali się na wojnę, tylko na imprezę w stylu retro. Miks współczesności i historii przynosi zadowalający efekt, chociaż okupiony jest uproszczeniami. Piękne stroje zawsze błyszczą i lśnią, piękne twarze są zawsze nieskalane. Mamy więc niezwykle rzadko podejmowaną w naszym kraju próbę przepracowania bolesnej historii poprzez popkulturowe na nią spojrzenie. Z drugiej jednak strony Glińskiemu bliska jest także tradycja realizmu, która ekstremum osiąga w scenach tortur "Rudego", niezwykle jak na polskie kino brutalnych. Nie do końca udało się pożenić te dwie odległe od siebie koncepcje, ale prawdziwą zmorą tego filmu są nieznośne klisze. Tragicznie wypada zwłaszcza rozpisany na zera i jedynki konflikt pokoleń, rozczarowują też postacie kobiet, które nie są tu pełnoprawnymi bohaterkami, tylko dodatkiem do męskiego świata. Żeby chociaż reżyser włożył kij w mrowisko i odniósł się do badań Elżbiety Janickiej, która zasugerowała, że "Zośkę" i "Rudego" mogło łączyć coś więcej niż przyjaźń. Ale nie. "Kamieniom" także towarzyszy charakterystyczna dla polskiego kina homoseksualna panika. Tak jakby bycie gejem w Szarych Szeregach odbierało prawo do bycia narodowym bohaterem. Ale paradoksalnie siła ekranizacji Glińskiego tkwi właśnie w podejściu do bohaterstwa. W filmie niewiele się o nim mówi, z rzadka pojawiają się też wyszukane frazy o miłości do ojczyzny czy o byciu patriotą. Reżyser już zebrał cięgi od dogmatycznych wyznawców powieści Kamińskiego, jednej z najbardziej mitotwórczych książek w historii polskiej literatury. Cieszy to, że twórcy zdecydowali się na jej własną interpretację, smuci, że w wielu miejscach pozostali zachowawczy, a kwestię oceny działań harcerzy pominęli. Mimo wszystko po stokroć wolałbym pamiętać z liceum wyjście do kina na "Kamienie" Glińskiego niż choćby "Przedwiośnie" Bajona. KAMIENIE NA SZANIEC| Polska 2014 | reżyseria: Robert Gliński | dystrybucja: Monolith | czas: 112 min Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL Kup licencję
1g. 47m. Wojenny, Dramat 2014-03-07 Polska Byli młodzi, spragnieni życia. Nie było dla nich rzeczy niemożliwych. Pewnego dnia obudzili się w świecie, w którym nie było już miejsca na marzenia. Stanęli przed wyborem: pochylić pokornie głowy albo zaryzykować własne życie. Nie mieli doświadczenia ani broni, ale znaleźli w sobie odwagę i siłę, by sprzeciwić się… zobacz więcej Reżyseria Robert Gliński Scenariusz , Wojciech Pałys Aktorzy Tomasz Ziętek, Marcel Sabat, Kamil Szeptycki 6 osób lubi 6 osób chce obejrzeć. obejrzy 1 nagroda i 1 udział w konkursie zobacz więcej Byli młodzi, spragnieni życia. Nie było dla nich rzeczy niemożliwych. Pewnego dnia obudzili się w świecie, w którym nie było już miejsca na marzenia. Stanęli przed wyborem: pochylić pokornie głowy albo zaryzykować własne życie. Nie mieli doświadczenia ani broni, ale znaleźli w sobie odwagę i siłę, by sprzeciwić się hitlerowskiej machinie. Wierzyli w przyjaźń, wolność, w Polskę. Mieli ideały. Weszli na drogę, z której nie było odwrotu. Byli jak kamienie rzucane na szaniec… opis dystrybutora Gatunek Wojenny, Dramat, Historyczny Słowa kluczowe druga wojna światowa, żołnierz, honor, miłość zobacz więcej Premiera 2014-03-07 (kino), 2014-07-28 (dvd) Dystrybutor Monolith Films Wytwórnia Monolith FilmsAkces Film (koprodukcja)Polski Instytut Sztuki Filmowej (współfinansowanie) Kraj produkcji Polska Inne tytuły Stones for the Rampart (tytuł międzynarodowy) Wiek od 13 lat Czas trwania 107 minut Budżet 9 738 266 PLN Nie mamy jeszcze recenzji do tego filmu, bądź pierwszy i napisz recenzję. Ciekawostka Okres zdjęciowy trwał od 4 sierpnia do 3 października 2013 roku. zobacz więcej Ta strona powstała dzięki ludziom takim jak Ty. Każdy zarejestrowany użytkownik ma możliwość uzupełniania informacji o filmie. Poniżej przedstawiamy listę autorów dla tego filmu:
Od piątku w kinach "Kamienie na szaniec" - film Roberta Glińskiego z Lublinem w polskim kinie mamy zalew filmów historycznych (ostatnio: hollywoodzki "Jack Strong" i pomnikowo-teledyskowy "Lech Wałęsa. Człowiek z nadziei"). Swojego patentu na pokazywanie historii na razie nie mamy, ale miłym odpoczynkiem od sztampy są "Kamienie na szaniec". Oczywiście jeśli uszanujemy, że nie pokazuje on patriotyzmu w bezpiecznym, szkolnym wydaniu."Kamienie na szaniec" zgrabnie przechodzą od portretu pełnej życia okupacyjnej młodzieży do wojennego dramatu. Po pierwsze - przyjacielskiego, a dopiero po drugie - narodowego. Film pokazuje także, że kanonu niepodległościowych lektur można dotykać inaczej niż w aksamitnych rękawiczkach. Głównych bohaterów jest dwóch, nie trzech. Są nimi "Zośka" (Marcel Sabat) i "Rudy" (Tomasz Ziętek). "Alek" (Kamil Szeptycki) pozostaje w cieniu. Są piękni, młodzi, idealistyczni. Nawet jeśli się zakochują, pożądają, buntują i kłócą z rodzicami (zarzut dotyczący "fałszywego obrazu relacji młodych bohaterów z rodzicami i przełożonymi" podniosła przez premierą Fundacja Harcerstwa Drugiego Stulecia).Początek filmu toczy się lekko, przy energicznej współczesnej muzyce. Łatwo dajemy się zauroczyć tym charyzmatycznym, zwariowanym i upartym chłopakom, którzy wyglądają jak z katalogu mody retro. Można przez chwilę pomyśleć, że fajnie wtedy było. Ale tylko przez chwilę, bo potem coś gwałtownie pęka. Bohaterowie dojrzewają i z urwisów "ku chwale ojczyzny" przemieniają się w dojrzałych młodych ludzi z poczuciem misji. Tą misją jest ratowanie przyjaciela - na przekór szansom, rozkazom, siłom i rozsądkowi. Powodem: głęboka nie-zgoda na przemoc, bezprawie i gwałt okupanta. Po jednej stronie staje młodzieńcza wiara w niemożliwie, po drugiej strategia i doświadczenie opiekunów z AK. Może i chcielibyśmy, żeby ten niemożliwy zryw skończył się dobrze, ale nie mógł. Widać wyraźnie jak bardzo rachunek zysków i strat w takich wypadkach zawodzi. "Rudy" umiera, następują brutalne sankcje, a inny kolega w wyniku akcji trafia w ręce wrogów. Być może właśnie w tym pozornym bezsensie działania połączonym z wewnętrznym przymusem, aby nie być bezczynnym najpełniej zawiera się dramat tamtego pokolenia. Lublin niezauważalnie wkomponował się w krajobraz warszawskich ulic. Nasze miasto wystąpiło podczas akcji pod arsenałem, a jego mieszkańcy bez trudu poznają znajome zakątki. To jeszcze jeden dobry powód, aby pójść do kina. "Kamienie na szaniec", reż. Robert Gliński, czas: 112 min., premiera oficjalna 7 marca
Największą wadą „Kamieni na szaniec” wydaje się ich… poprawność. Robert Gliński nakręcił zaskakująco solidne kino gatunkowe, czego nie wybaczą mu oburzają się, że „Kamienie” nie podważają i nie dyskutują z mitami, inni że film uwspółcześnia postawy bohaterów, którzy nie są tak nieskazitelnie pomnikowi, jak na to zasługują. Każdy ma swoje racje i lepsze lub słabsze argumenty, przed którymi Gliński sprawnie się uchyla, bo jego kino nie jest dla ideologów. Jest dla nastolatków. Jego „Kamienie na szaniec” to porządnie zrobiony film dla młodych ludzi, w którym są akcja, emocje, rozterki, bohaterstwo, miłość, ból, śmierć, łzy. To typowe kino rozrywkowe, ale mimo wszystko niegłupie, mające walor edukacyjny i przede wszystkim zachęcające do przeczytania że Glińskiemu udała się sztuka w polskim kinie w ostatnich latach niespotykana. W „Kamieniach na szaniec” postacie nie osiągają szczytów skomplikowania psychologicznego, ale są wiarygodne. Nie tylko z powodu osławionych scen łóżkowych - mimo że subtelnych, to balansujących na granicy dobrego smaku nie przez to, co pokazują, ale ze względu na to, kiedy pojawiają się w filmie. Przede wszystkim bohaterowie mają poczucie humoru, przeżywają rozterki i z biegiem akcji się zmieniają. To już wystarczająco dużo, by oglądać film bez poczucia zażenowania, tym bardziej że młodzi aktorzy grają dosyć naturalnie, mimo że dialogi wydają się czasem zbudowane z cytatów i że reżyser trochę uwspółcześnia, upraszcza i przerysowuje, a w scenie szturmu Zośki pod siedzibę gestapo ociera się o śmieszność. Fanom książki nie zabraknie okazji, by się przyczepić. Jeśli przenoszenie na ekran „Harry’ego Pottera” (z którym ten film ma wiele wspólnego) budziło emocje i zarzuty o spłaszczenie przekazu, to co dopiero zekranizowanie losów osób, które żyły i zginęły naprawdę. W Polsce o historii raczej nie opowiada się tak, jak robi to ten film. W Stanach robi się to od lat. I oczywiście, Polska to nie USA, różna jest nasza historia, różna tradycja kinematografii. Tylko że uczniowie, których szkoły przyprowadzą do kina, nie na polskiej kinematografii się wychowali. Jeśli mają sięgnąć po książkę, to właśnie dzięki filmowi, który opowie im o czymś ważnym prostymi środkami emocjonującego kina na szaniecdramat, Polska, 2014reż. Robert Glińskiwyst. Tomasz Ziętek, Marcel Sabat
Wprawdzie polscy filmowcy dopiero uczą się tworzenia dobrego kina gatunkowego, ale „Kamienie na szaniec” to drugi, obok „Miasta 44”, zeszłoroczny przykład na to, że uczą się szybko. Robert Gliński, luźno adaptując powieść Aleksandra Kamińskiego, stworzył kawałek solidnego kina wojennego. Nie potraktował tematu ulgowo, tak jak wojna nie potraktowała ulgowo nastoletnich harcerzy z Szarych Szeregów. Reżyser nie szarżuje przy tym trikami, jak to zrobił Komasa. Ale, operując oszczędnymi środkami, z pomocą świetnej obsady i bezbłędnej kamery Pawła Edelmana, osiąga zamierzony cel. Przemoc jest dosadna, intymne uniesienia bohaterów – autentyczne, a całość zdaje się być naznaczona szorstkim pesymizmem. To zdecydowanie więcej, niż można by się spodziewać po filmie adresowanym do szkolnej młodzieży. Wygląda na to, że Łukasz Targosz także nie spodziewał się takiego podejścia do tematu. Kompozytor wspominał w wywiadach, że kiedy zaproponowano mu pracę przy ścieżce dźwiękowej do „Kamieni na szaniec”, od razu zabrzmiała mu w głowie bardzo klasyczna partytura, wypełniona epickimi frazami na orkiestrę symfoniczną, z polotem odgrywającą kolejne heroiczne tematy. Jego wyobrażenie zostało zweryfikowane przy pierwszym seansie, kiedy okazało się, że materiał wymaga zupełnie odmiennego podejścia do pracy. Szczęśliwie trafiło na kompozytora elastycznego i potrafiącego z powodzeniem wykorzystać swój warsztat. Muzyka podąża za reżyserskim tropem oszczędności środków. Dominują w niej ambientowe, elektronicznie brzmienia, wsparte jedynie gdzieniegdzie orkiestrą i solowymi partiami na gitarę elektryczną, fortepian czy akordeon. Daleko stąd do jakiejkolwiek brzmieniowej rewolucji – w pryzmacie obecnych trendów jest to muzyka czysto pragmatyczna, można nawet powiedzieć, że zachowawcza. Mogłoby to być odczytane jako spory zarzut, gdyby nie fakt, że kompozycja Targosza bezbłędnie wpasowuje się w film Glińskiego. W początkowej jego części, dynamiczne brzmienie gitary elektrycznej jest muzycznym odpowiednikiem naiwnej podniety cechującej bohaterów, dla których wojna to na razie tylko rozpylanie gazu w kinie, zrywanie nazistowskich flag i rozrzucanie patriotycznych ulotek po chodnikach – wszystko czynią z zawadiackim uśmiechem na ustach. Dokładnie to znajdujemy w drugim na krążku „’Banditen’ na Starówce”, gdzie rytmiczne, akordeonowe tango łączy się z westernowym, gitarowym brzmieniem w stylu Morricone. Kiedy akordeon powraca na chwilę w późniejszym „Aleja Szucha 25”, brzmi on już jedynie jak niewyraźne wspomnienie tego, co utracone. Podobnie jest z fortepianem i smyczkami, czyli „Miętą i Rumiankiem”. To właśnie w tym lirycznym utworze jedyny raz brzmią one lekko i frywolnie. Później będą już tylko pomrukami pamięci, przywołanymi przez ulotne dźwięki harfy w jednym z końcowych utworów – „Zośka”. Im dalej w historię i, co za tym idzie, w album – tym gęściej i bardziej ponuro. Pulsujące nuty analogów, przeciągłe marudzenie smyczków, sporadyczne uderzenia w klawisze fortepianu – wszystko to (przywodząc mi nieco na myśl zabiegi Thomasa Newmana) znakomicie buduje napięcie w scenach akcji, tworzy atmosferę beznadziei rosnącej wokół bohaterów, ale także przywołuje stojące za nimi motywacje i wspomnienia, dbając o stałość emocjonalnego zaangażowania widza. W filmie największa próba nerwów rozgrywa się przy dźwiękach „Akcji pod Arsenałem”, na płycie natomiast najlepiej prezentuje się to w „U Pana Pakauera”. Największym dramatem są sceny tortur Rudego przy, wspomnianej już, „Alei Szucha 25”. Ponury sentyment przywołuje natomiast tytułowy motyw na fortepian, słyszany także w „Oszukują mnie”, „Spokojnie Tadziu” i „Czas zemsty”. Zaznacza on też swoją obecność w większości utworów, ale w krótszej wariacji ( „Spokojnie jak na wojnie”, „’Auftsehen jungen Mann!’”). Chociaż muzyka spełnia przypisane jej zadania wyśmienicie, to czysto służebna rola wobec obrazu odbija się czkawką przy autonomicznej styczności z albumem. Dominuje tutaj bowiem underscore, który bez kontekstu nie jest w stanie utrzymać zainteresowania słuchacza. Poza zwracającym uwagę zintegrowaniem niemieckich okrzyków z muzyką w „Granatem Rzuć w ’Totalle Krieg’”, czy wybijającym się ciekawą rytmizacją przy pomocy fortepianu i instrumentów perkusyjnych „U Pana Pakauera”, spora część albumu (między utworami 5 a 11) zlewa się w jedno i po prostu nuży. To, co działa na ekranie, poza nim niestety nie ma życia. Być może kompozytor był tego świadomy i dlatego dodał przed każdy z utworów filmowy dialog – żeby przywołać konkretne sceny i tym wprowadzić odbiorcę w adekwatny do danej chwili nastrój? A może ma to po prostu na celu dociągnięcie długości krążka do jakiegoś godziwego minimum godziny lekcyjnej? Odpowiedź nie jest najważniejsza, bo oba pytania eksponują największą bolączkę tej ilustracji – znakomicie sprawdzająca się w filmie, nie potrafi równie intensywnie zaangażować bez jego wsparcia. Innym pytaniem jest – czy musi, skoro przecież powstała do filmu? Można odpowiedzieć kolejnym pytaniem: Jeśli nie musi, to po co ją wydawać ją na płycie? Przerywając łańcuch pytań, dopiszę tylko, że tak, jak nieco bardziej cenię produkcję Glińskiego od Komasy, tak i muzyka Targosza trafia do mnie mocniej, niż ta Komasy-Łazarkiewicza, ze względu na widoczną w niej konsekwencję założeń. I za to właśnie widoczna tu trójka jest z niewidocznym plusem. Żeby nie było, że przegapiłem wielki napis na okładce płyty: „ZAWIERA NOWY UWÓR DAWIDA PODSIADŁO, "4:30"”. Zawiera, to fakt. Piosenka przyzwoita, nie trzeba przewijać ;)
napisz recenzję filmu kamienie na szaniec