- Moja mama i tata mają brązowe oczy, ja też. Ale moja siostra ma niebieskie oczy! I got my curly black hair from my dad. My mother has red hair! - Czarne, kręcone włosy mam po tacie. Moja mama ma rude włosy! I’m married to a twin! - Jestem żoną bliźniaka! My family is small. It’s just me, my mom, and my dad.- Moja rodzina jest mała.
Hej nazywam sie Aria i dzisiaj na moim kanale moja Amerykańska MAMA robi sobie pierwszy tatuaż!😱😱😱 Chcecie więcej wspólnych filmów z moją Mamą? Mam nadzie
Mięso Jeśli zastanawiacie się, jak sprawić, aby mięso, które przygotowujecie, było niesamowicie miękkie i kruche, moja mama ma dla was prostą odpowiedź. Wystarczy zastosować jeden prosty, ale skuteczny trik podczas gotowania. Gwarantuję, że kiedy tylko zaczniecie go stosować, wasze potrawy mięsne zawsze będą zachwycać gości. Kiedy przyrządzamy mięso, zawsze chcemy,
Gdy miałam zajęcia na godzinę 8:00 musiałam wstawać o 4:30! Zajęcia miałam często do 19:00, 20:00, A w między czasie okienka.. W domu byłam po 22:00, a o 4:30 pobudka.. W tym roku mama
Przepis na drożdżówki stary jak świat - moja Mama robi je najlepsze, łapcie przepis PRZEPIS ⤵️⤵️⤵️ https://rondel.pl/przepis,drozdzowki.html
Moja mama jest wspaniała Piękna, mądra i kochana Co dzień kiedy rano wstaję Mama robi mi śniadanie Zawsze daje mi całusa Kiedy rano w świat wyruszam . Ref. Chcę Ci pięknie podziękować I życzenia podarować Bo Cię kocham całym sercem I chcę kochać jeszcze więcej 2. Moja mama jest cudowna Zawsze dobra i pogodna
. fot. Adobe Stock, pressmaster Udar to poważna sprawa, ale kiedy chory wyjdzie ze szpitala, nie wolno mu pobłażać. Na powrót do pełnej sprawności trzeba ciężko pracować… Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu. Mój tata miał udar. Gdy mama zadzwoniła i mi o tym powiedziała, omal nie zemdlałam. Nie mogłam uwierzyć, że spotkało go coś tak strasznego. Zawsze był przecież silny, zdrowy, pełen energii... Dwa tygodnie wcześniej miał badania kontrolne i chwalił się przez telefon, że lekarz, spoglądając na wyniki, kręcił z niedowierzaniem głową. Mówił, że jak na 55 lat ma fantastyczne wyniki… A tu – udar! Tyle dobrego, że stało się to w domu i mama nie straciła zimnej krwi. Jak tylko zorientowała się, że z tatą dzieje się coś dziwnego, natychmiast zadzwoniła po pogotowie. A potem do mnie. – Przyjedź jak najszybciej do szpitala, bo nie wiadomo, co będzie z ojcem. Jak go zabierali, to biedak już mnie nie poznawał – łkała w słuchawkę. Nie zastanawiając się ani chwili, wsiadłam w samochód i błyskawicznie pokonałam prawie 200 kilometrów dzielące mnie od rodzinnego miasta. Od kilku lat pracuję w Warszawie i w domu pojawiam się właściwie tylko w święta. Teraz żałowałam, że tak rzadko odwiedzam rodziców. Pędząc na łeb na szyję, modliłam się, żeby tata przeżył, żebym mogła go jeszcze zobaczyć, porozmawiać z nim. Gdy dotarłam do szpitala, natknęłam się na mamę. Siedziała na ławce przed gabinetem lekarskim. Była ciągle jeszcze zapłakana, ale spokojniejsza. – Jesteś… Dosłownie przed sekundą dowiedziałam się, że największe niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Ojciec jest przytomny. Teraz trzeba tylko czekać – mówiła z przejęciem. – Uff, kamień mi spadł z serca. Nawet nie wiesz, jak się cieszę! – z ledwością opanowałam płacz. – A ja?! Przecież wiesz, jak bardzo kocham twojego ojca. Nie potrafiłabym bez niego żyć… – oczy mamy znowu się zaszkliły. – Nie będziesz musiała, mamo, z tatą na pewno wszystko będzie dobrze, zobaczysz – przytuliłam ją. Mama jest bardzo upartą kobietą Nagle uwolniła się z mojego uścisku, otarła łzy i powiedziała z mocą: – Oczywiście, że będzie! Już ja o to zadbam. Tadeusz przez całe życie ciężko harował, żeby ani tobie, ani mnie niczego nie brakowało. Czas najwyższy mu się za to odwdzięczyć. Stan zdrowia taty był ciężki. Na skutek udaru miał niesprawną prawą stronę ciała, nie mógł się samodzielnie poruszać i mówił niewyraźnie. W ogóle nie można go było zrozumieć. Ale mamie to nie przeszkadzało. Siedziała przy nim od rana do wieczora. W lot odgadywała jego potrzeby, karmiła go, pielęgnowała. I codziennie zdawała mi relacje przez telefon. – Paraliż ustępuje! – usłyszałam pewnego dnia. – Tata już próbuje chodzić, zaczyna wypowiadać pojedyncze słowa. Lekarze mówią, że jak tak dalej pójdzie, to niedługo go wypiszą. – To super! Jak już się dowiesz, kiedy to będzie, to koniecznie daj znać. Jakoś urwę się z pracy, przyjadę i pomogę ci w transporcie – odparłam. Było mi głupio, że nie czuwam z mamą przy tacie, ale akurat pracowaliśmy nad bardzo ważnym projektem. Siedziałam w firmie non stop. Nawet gdybym bardzo się starała, nie dałabym rady kursować do szpitala i z powrotem. Ale obiecałam sobie, że jak już skończymy prace, wezmę zaległy urlop i pojadę do domu na dłużej. Tatę wypisano po trzech tygodniach. Tak jak obiecałam, urwałam się z pracy i pojechałam z mamą go odebrać. Dobrze nie było… Tata ledwo chodził, nie mógł niczego utrzymać w prawej ręce. Tylko mówienie nie sprawiało mu już takich trudności jak na początku. Wypowiadał słowa wolno, ale poprawnie. Tuż przed wyjściem udało nam się spotkać z lekarzem prowadzącym i zapytać o rokowania. – Jestem ostrożnym optymistą – powiedział. – Jeżeli pan Tadeusz będzie miał dobrą opiekę, nie zabraknie mu determinacji i skupi się na rehabilitacji, to ma szansę odzyskać częściową lub nawet całkowitą sprawność. Sęk w tym, czy dostanie się na ćwiczenia. Kolejka jest olbrzymia. A im szybciej zacznie, tym lepiej… – zająknął się. Mama spojrzała na niego spod oka. – O opiekę proszę się nie martwić. Potrafię zająć się mężem. A rehabilitację załatwię. Choćbym na głowie miała stanąć! – zapewniła. – Nie wątpię, nie wątpię – uśmiechnął się pod nosem. – Pracuję w tym szpitalu ponad 20 lat i jeszcze nie widziałem, żeby jakaś żona zajmowała się chorym mężem z takim oddaniem. Aż zazdroszczę panu Tadeuszowi. Tylko proszę nie przesadzać z tą opieką. Jeśli pacjent ma wrócić do zdrowia, to musi być aktywny. – Tak, dziękujemy – mruknęła mama i wyciągnęła mnie z gabinetu. Podczas gdy ja pakowałam tatę do samochodu, ona od razu pobiegła dowiedzieć się o rehabilitację. Okazało się, że jest tak, jak mówił lekarz. Pierwszy wolny termin był dopiero za pół roku. – Czy oni zwariowali? Przecież po takim czasie rehabilitacja w niczym już nie pomoże – mówiła zdenerwowana, kiedy położyłyśmy tatę do łóżka i usiadłyśmy w kuchni przy kawie. – To może załatwimy coś prywatnie? Mam oszczędności, mamo… – zaproponowałam. – Nie o to chodzi! Ojciec przez całe życie płacił składki i rehabilitacja mu się należy. Nie martw się, już ja im to wytłumaczę. A jak nie, to mnie popamiętają! – nastroszyła się. Mama zawsze była twardą, chwilami nawet apodyktyczną kobietą. Jak sobie coś postanowiła, to musiała postawić na swoim. Tak było i tym razem. Nie mam pojęcia, gdzie poszła, z kim rozmawiała, jakie znajomości uruchomiła, ale kilka dni później usłyszałam, że następnego ranka wiezie ojca na pierwsze ćwiczenia. Odetchnęłam z ulgą. Byłam pewna, że największa przeszkoda utrudniająca tacie powrót do zdrowia została pokonana. Okazało się jednak, że nie. Całymi dniami leżał w łóżku Pierwsze sygnały, że coś jest nie tak, dotarły do mnie po tygodniu. Zadzwoniłam do mamy zapytać, jak tata radzi sobie na rehabilitacji. Myślałam, że zacznie opowiadać, jak to mu wspaniale idzie i robi postępy. A tu… – Wiesz co, córeczko? Im dłużej przyglądam się tej jego rehabilitacji, tym coraz większe mam wątpliwości, czy w ogóle powinien na nią chodzić – usłyszałam. – Ale dlaczego? – dopytywałam się. – Bo mu szkodzi – odparła. – Słucham? – No tak! Żebyś ty widziała, jak on biedak wygląda po tych ćwiczeniach. Zmordowany, obolały, czerwony z wysiłku… Ruszyć się nie może. Boję się, że jak go tak dalej ten rehabilitant będzie męczyć, to znowu udaru dostanie – tłumaczyła. – Ale przecież to na pewno fachowiec, po studiach. Wie, co robi – starałam się ją uspokoić. – No niby tak… Tylko że to jeszcze taki młody mężczyzna. Chłopaczek prawie. Ma pewnie niewielkie doświadczenie – kręciła nosem. – Mimo wszystko powinnaś mu zaufać, mamo – upierałam się. – No dobrze, niech ci już będzie… Ale wiesz, co on jeszcze wymyślił? Że ojciec powinien bardzo dużo ćwiczyć w domu. Nawet pokazywał mu jak! – oburzyła się nagle. – Ależ to oczywiste! Rehabilitacja pod okiem specjalisty to tylko jedna czwarta sukcesu. Mam nadzieję, że tata dobrze zapamiętał, co ma robić, no i że ty pilnujesz, żeby sumiennie ćwiczył – nie rozumiałam, dlaczego jest taka poruszona. – Zwariowałaś? Jakie ćwiczenia? W domu to ojciec ma tylko odpoczywać. Wystarczy, że wymęczą go w przychodni – stwierdziła. – Nie wystarczy, mamo… – próbowałam, protestować, ale ona natychmiast mi przerwała: – Nie opowiadaj mi tu bzdur, Mirka! Nie ma cię przy nim, więc nawet nie wiesz, ile wysiłku kosztuje go każdy, nawet najmniejszy ruch. Niech sobie ten rehabilitant gada, co chce. A ja i tak nie pozwolę, by narażał ojca. Na razie ma leżeć, dobrze jeść i nabierać sił! – krzyknęła i się rozłączyła. Rozmowa z mamą bardzo mnie zaniepokoiła. Bałam się, że rzeczywiście położy ojca do łóżka. A przecież nie od dziś wiadomo, że bezczynność wbrew pozorom wcale nie pomaga w powrocie do zdrowia po udarze. Nawet przeciwnie – może jeszcze pogorszyć stan chorego. W pierwszy wolny weekend pojechałam więc do domu. Wystarczyło kilka godzin, bym zorientowała się, że jest gorzej, niż podejrzewałam. Mama skakała koło ojca, jak koło malutkiego dziecka Przynosiła mu jedzenie do łóżka, karmiła, prowadziła do toalety, nie pozwalała na żaden wysiłek. W domu mógł właściwie tylko oglądać telewizję i czytać książki. Resztą zajmowała się ona. Oczywiście próbowałam z nią pogadać, wytłumaczyć, że robi krzywdę ojcu, ale mnie nie słuchała. – Bzdura! Chyba lepiej wiem, co jest dla niego najlepsze! – naburmuszyła się i skończyła temat. Nie zamierzałam się poddawać. Gdy w pewnym momencie mama wyszła do sklepu po zakupy, postanowiłam porozmawiać z ojcem. – Tato, tak nie można. Powinieneś być bardziej aktywny, samodzielny… – zaczęłam. – Ojej, przecież wiem, córuś. Ale znasz matkę… Zawsze wszystko wie najlepiej. Nie wygram z nią – przewrócił oczami, a mnie w głowie zapaliło się czerwone światełko. – Zaraz, zaraz… Coś mi się wydaje, że tu wcale nie o trudny charakter mamy chodzi. Do tej pory jakoś sobie z tym zawsze radziłeś. Tato, tobie po prostu się podoba, że ona tak koło ciebie skacze – patrzyłam mu prosto w oczy. Zawstydzony spuścił wzrok. – Faktycznie, to całkiem miłe. Ale przysięgam, za kilka dni wezmę się za siebie! Przecież nie będę leniuchował do końca życia. Słowo harcerza! Wróciłam do Warszawy spokojniejsza. Wydawało mi się, że ojciec dotrzyma słowa, że to słodkie nicnierobienie szybko mu się znudzi. Ale mijały kolejne dni, a z tego, co zdołałam wyciągnąć przez telefon od mamy, w moim rodzinnym domu nic się nie zmieniało. Ba, przyzwyczaił się do tego, uwierzył, że potrzebuje stałej opieki. Gdy którejś soboty znowu wpadłam na moment do domu, siedział w łóżku piżamie, obłożony poduszkami jak pasza. – Tato, co ty najlepszego wyrabiasz? Przecież obiecałeś, że weźmiesz się za siebie! – natarłam na niego. – Nie krzycz, Mirka! Jestem wykończony po rehabilitacji, muszę odpocząć. Dobrze, że chociaż twoja matka to rozumie – zaperzył się. Nie wiedziałam, co robić. Czułam, że rozmowa z mamą jak zwykle nic nie da, a ojcu spodobała się rola ciężko chorego męża. Martwiłam się, że jak tak dalej będzie tylko leżał, to jego stan rzeczywiście się pogorszy. W desperacji zadzwoniłam do cioci Halinki. Od lat mieszkała na drugim końcu Polski, ale mimo to nie straciła kontaktu z mamą. Siostry bardzo często ze sobą rozmawiały, wspierały się w trudnych chwilach. Mama bardzo liczyła się z jej zdaniem. Wiedziałam, że jeśli Halinka nie przemówi jej do rozumu, to już nikt tego nie zdoła zrobić. Ciocia wysłuchała mnie spokojnie. Potem zastanawiała się przez chwilę. – Hm, zwykła rozmowa tu nie wystarczy. Trzeba użyć podstępu – odezwała się wreszcie. – Masz jakiś pomysł? – Mam… Tak, chyba tak. Tylko jest jeden warunek: koniecznie musisz wziąć urlop, żeby mądrze zająć się ojcem – zawiesiła głos. – Za tydzień kończymy projekt i jestem wolna – zapewniłam. – Tak? No to posłuchaj… Przez następny kwadrans wprowadzała mnie w szczegóły swojego planu. Gdy skończyła, byłam w dużo lepszym nastroju. Nie czułam się już bezsilna. Znowu odżyła we mnie nadzieja, że tata jednak wróci do zdrowia. Tydzień później, zgodnie z umową pojechałam na urlop do domu. Gdy tylko przekroczyłam próg, zauważyłam, że mama jest bardzo zmartwiona. – Czy coś się stało? – Dzwoniła ciotka Halinka. Mówiła, że ma jakieś problemy ze sobą, nie wiem, co konkretnie, ale chce, żebym do niej przyjechała – odparła. – Tak? To chyba musisz pojechać. Ciocia nigdy nie prosi o pomoc bez potrzeby – zrobiłam zatroskaną minę. – Wiem, ale przecież nie mogę. Kto w tym czasie zajmie się ojcem? – jęknęła mama, popatrując na mnie. – Jak to kto! Ja! Akurat mam urlop. Zobacz, jak się szczęśliwie złożyło – aż przyklasnęłam. – Ty? No, nie wiem, Mirka. Chyba sobie nie poradzisz – wahała się. – Oczywiście, że sobie poradzę! Przecież to mój ojciec i zależy mi na jego zdrowiu tak samo mocno, jak tobie – zapewniłam gorąco. Tak ją przekonywałam, namawiałam, że w końcu uległa Dwa dni później spakowała walizkę i ruszyła do ciotki Halinki. Naturalnie nie omieszkała zostawić mi instrukcji. – Wiem, że masz dobre chęci, córeczko, ale na wszelki wypadek wypisałam ci na kartkach, co masz przy ojcu zrobić. Dbaj o niego. Wiesz, jaki jest słaby i biedny – pouczała mnie, już stojąc w drzwiach. – Nie bój się, wszystko będzie dobrze – cmoknęłam ją w policzek. Ledwo mama wsiadła do taksówki, wyrzuciłam wszystkie kartki do kosza. Nie miałam najmniejszego zamiaru stosować się do zaleceń mamy. Wręcz przeciwnie, zamierzałam przewrócić życie ojca do góry nogami. Rewolucję zaczęłam jeszcze w dniu wyjazdu mamy. Wieczorem tata poprosił o kolację. Leżał w łóżku… – Stoi na stole, tutaj w pokoju. Ogarnij się i przyjdź – powiedziałam spokojnie. – Ale jak to? Mama zawsze przynosiła mi jedzenie do łóżka – popatrzył na mnie zdumiony. – Wiem, wiem, karmiła cię, myła, ubierała… Ale koniec z tym. Oczywiście będę ci pomagać, ale uważam, że niektóre z tych czynności możesz wykonywać sam. Zaczniemy od jedzenia. Lewą rękę masz przecież zupełnie sprawną, tato. No, wstawaj – odparłam spokojnie. Tacie oczywiście się to nie spodobało. Mruczał pod nosem, że chcę go wykończyć i takie tam różne, ale w końcu zwlókł się z łóżka i przydreptał do salonu. Z satysfakcją zauważyłam, że rehabilitacja pod okiem specjalisty przyniosła efekty. Poruszał się o niebo lepiej, niż po wyjściu ze szpitala. Z jedzeniem też sobie poradził. Trochę nakruszył wokół talerza, wylał pół kubka herbaty, ale ogólnie nie było źle. No i się najadł. – A widzisz? Jak chcesz, to możesz! Jutro pogadam z rehabilitantem o ćwiczeniach domowych. Pomęczymy się razem – uśmiechnęłam się. – O Jezu, jeszcze to? Nie wytrzymam, córka – bronił się. – Wytrzymasz, wytrzymasz. Przecież w gruncie rzeczy twardy z ciebie facet. Tylko się trochę pieścisz, prawda? – mrugnęłam znacząco. – No dobrze, niech ci już będzie, wygrałaś – poddał się. Chyba jednak to ja miałam rację Od tamtego dnia życie taty zupełnie się zmieniło. Pomagałam mu w wielu czynnościach, ale pilnowałam także, by coraz więcej rzeczy robił sam. I przede wszystkim, żeby pilnie ćwiczył w domu. Początkowo denerwował się i buntował, zwłaszcza jak mu coś nie wychodziło, ale gdy nabrał sił, zauważył, że coraz lepiej sobie radzi, i wtedy humor mu się poprawił. Zmagał się z przeciwnościami z coraz większym entuzjazmem i, co najważniejsze, ani razu nie poskarżył się mamie. Gdy dzwoniła i pytała, jak sobie radzimy, niezmiennie odpowiadał, że świetnie… Widać było, że cieszy się z odzyskiwanej sprawności. Sen z powiek spędzała mi tylko jedna myśl: że mama wróci za szybko. Bałam się, że znowu położy tatę do łóżka i wszystko będzie jak dawniej… Podzieliłam się oczywiście tymi obawami z ciotką Halinką. Kontaktowałyśmy się ze sobą w tajemnicy co kilka dni, żeby ustalić, co i jak. – Postaram się zatrzymać twoją matkę jak najdłużej. Ale nie wiem, ile jeszcze czasu będzie wierzyć, że jestem w ciężkiej depresji. Już spogląda na mnie podejrzliwie – wyszeptała mi konspiracyjnie do słuchawki. – Trzymam kciuki, żeby to był w sumie miesiąc – odparłam. Byłam pewna, że w takim czasie zdołam zawrócić tatę na właściwą drogę. I że on już z niej nie zejdzie. Cioci udało się zatrzymać mamę tylko przez trzy tygodnie. Trochę mnie to zmartwiło, bo myślałam, że dociągnie do tego miesiąca, ale i tak byłam zadowolona. Ojciec zrobił olbrzymie postępy. Coraz sprawniej posługiwał się prawą ręką, był silniejszy, pewniej chodził. Pomagał mi w domu, wychodziliśmy na spacery. Pocieszałam się, że jak mama to zobaczy, to mnie pochwali. Niestety, nie było tak pięknie. Mama wróciła od cioci trochę zła. Od wejścia oświadczyła, że jej siostra ma pewnie tylko klimakterium, a nie depresję, i że niepotrzebnie tłukła się do niej taki kawał drogi. – Przecież wiedziała, że Tadeusz jest ciężko chory. A mimo to mnie wyciągnęła… – mruczała niezadowolona. – Ale już jesteś z powrotem! – przerwałam te utyskiwania. – No i całe szczęście. Opowiadaj, co u was – zaczęła się dopytywać. – Super! Właśnie przygotowaliśmy dla ciebie obiad. I jeszcze mieszkanie posprzątaliśmy – odparłam beztrosko. – Jak to wy? – mama nie mogła chyba uwierzyć w to, co słyszy. – No tak, tata i ja – wyjaśniłam. – Bój się Boga, dziecko – załamała ręce. – Miałaś pilnować, żeby ojciec się nie przemęczał, jak najwięcej odpoczywał. A ty co? Chcesz, żeby dostał kolejnego udaru? Nie mogę uwierzyć, że jesteś taka bez serca – patrzyła na mnie oskarżycielsko. Zrobiło mi się tak przykro, że omal się nie rozpłakałam. Na szczęście w tym momencie do akcji wkroczył tata. Podszedł i mocno przytulił mamę – Nie krzycz, tylko jej podziękuj. Mira jest mądrzejsza i ode mnie, i od ciebie – wyszeptał jej do ucha. Pewnie myślicie, że mama po tych słowach rzuciła mi się z wdzięczności na szyję. Nic z tego. Jeszcze przez długi czas wypominała mi, że nie opiekowałam się tatą tak, jak kazała… Najważniejsze jednak, że gdy wyjechałam do Warszawy, nie zapakowała taty z powrotem do łóżka, tylko pozwoliła mu normalnie żyć. To chyba tak, jakby przyznała, że jednak miałam rację, prawda? Ojciec z każdym dniem jest bliższy zdrowia i bardzo się z tego cieszę! Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę”
Gdy mój syn był mały i „siedziałam” z nim w domu, uwielbiałam chodzić do dentysty, bo tylko tam mogłam naprawdę usiąść. A jak wygląda „nicnierobienie” innych mam? Młoda mama to świetny cel dla tych, którzy zawsze wszystko wiedzą lepiej. Jeśli szybko wraca do pracy, unoszą brwi i z grozą w głosie pytają: „I co, zostawisz dziecko w żłooobkuuu?” (jakby chodziło o dworcową przechowalnię bagażu). Jeżeli decyduje się na zostanie w domu, dogadują, że nic nie robi, a przecież mogłaby przyrządzać trzydaniowe obiady albo chociaż skończyć korespondencyjny kurs języka chińskiego ;-). Co naprawdę robią mamy, które 24 godziny na dobę opiekują się maluchem? O której udaje im się znaleźć chwilę dla siebie? Co najbardziej je stresuje, a co cieszy? Zapytałam o to Kingę, mamę 18-miesięcznej Hani, Wiktorię, mamę 9-miesięcznej Elizy oraz Ewę, mamę 14-miesięcznego Wojtka i 9-letniej Ali. „A czym ty jesteś zmęczona?” – O tak, czasem słyszę to pytanie, zupełnie jakbym całymi dniami wylegiwała się na kanapie – śmieje się Kinga. – Nic z tego: przy małym dziecku ciągle coś się dzieje, a to choroba, a to ząbkowanie, a to zły dzień… A nawet jeśli nie, to i tak nieustannie coś robię. Hania mało śpi i jest bardzo ruchliwa. Wszędzie jej pełno, wszędzie próbuje wejść, wszystkiego chce dotknąć. Non stop muszę mieć ją na oku. Nie ma mowy, żebym np. usiadła z książką. Poza tym wiadomo: pranie, sprzątanie, gotowanie itd. Wszystko robię sama, bo przecież „siedzę w domu”. Córeczka Wiktorii nieustanne wymaga uwagi. – Sama bawi się tylko chwilę. Jeśli się nią nie zajmuję, jęczy, krzyczy i płacze. Trudno jest, np. robić obiad przy wyjącym niemowlaku, dlatego prace domowe wykonuję nieregularnie. Za to staram się spędzać czas tak, żeby i mnie, i dziecku sprawiało to przyjemność – mówi. Z kolei Ewie najbardziej daje w kość brak snu. – Czasami śpię po 3-4 godziny na dobę, co jest dla mnie trudne, bo zawsze byłam śpiochem – wzdycha. Męczy ją także koordynowanie rodzinnego życia, pilnowanie, żeby wszyscy wszędzie zdążyli. Polecamy także: Apel młodej mamy do mężczyzn: Potrzebujemy snu! „Masz dla siebie mnóstwo czasu” – Czas dla siebie? A co to jest? – żartuje Ewa. – A tak serio: umówiłam się z mężem, że codziennie pomiędzy kolacją a kąpielą synka mam godzinkę na leżenie w wannie, czytanie czy internet. Tyle teoria, bo w praktyce bywa z tym różnie. Samotne wyjścia na razie odpadają, bo nadal karmię młodsze dziecko piersią. Za to uwielbiam soboty, kiedy wszyscy śpią, a ja z przyzwyczajenia wstaję około szóstej rano. Mam wtedy czas, by usiąść i napić się w spokoju herbaty. Kinga także potrzebuje chwili wyłącznie dla siebie. Może na nią liczyć po godz. 23, gdy jej dziecko i partner już śpią. – Tak tego „własnego” czasu potrzebuję, że siedzę do 1 po północy, żeby nacieszyć się ciszą, poczytać, zajrzeć do internetu – mówi. W ciągu dnia wszystko kręci się wokół jej córeczki. – Cały czas jest „Mama! Mama!! Maaamaaa!!!”. Nawet kąpię się przy otwartych drzwiach, żeby Hania cały czas mogła mnie widzieć – opowiada Kinga. Córeczka Wiktorii od kilku miesięcy budzi się w nocy co 2 godziny, więc póki co nie ma mowy o wolnych wieczorach czy spokojnych nocach. – Eliza zdominowała już całą dobę. Jednak nie jest źle. Mam czas na rzeczy, które lubię robić, pod warunkiem, że da się je robić razem z małą. Sport, zakupy, spotkanie z koleżanką (najlepiej w formie spaceru z wózkiem). I to mi właściwie na razie wystarcza – przyznaje. „A nie wolałabyś wrócić do pracy?” „Siedzenie” z dzieckiem w domu bywa męczące i stresujące, ale ma oczywiście także mnóstwo zalet. Wiktoria lubi to, że czas, który ma do dyspozycji, może kształtować w dużym stopniu dowolnie. – Mogę wymyślać rano, co dziś zrobimy ciekawego. Mogę nie zrywać się do pracy, tylko jeszcze w łóżku powygłupiać się z dzieckiem (o świcie jest w najlepszym humorze), a potem spokojnie zjeść śniadanie. Trochę jak w weekend. Ewa też lubi wolność od narzuconych przez kogoś ram czasowych. – Robię zakupy, kiedy chcę, a nie po pracy,na szybko. Chodzę na spacery. Nie muszę załatwiać wszystkiego w biegu. Mam czas na spotkanie z innymi mamami i na zabawę lub rozmowę ze starszą córką. To ważne, bo pojawienie się młodszego brata wywróciło jej poukładany świat do góry nogami. No i najważniejsze: możliwość towarzyszenia dziecku. – Jesteś przy nim i wszystko widzisz: pierwszy uśmiech, pierwszy krok... – mówi Kinga. – To wspaniałe. Ewa chce spać (ale nie ma kiedy) Na moją prośbę Ewa włączyła krokomierz i zapisywała co i kiedy robi. Oto jej notatki: Pobudka. Daję jeść synkowi i włączam krokomierz, żeby sprawdzić, jaki dystans robię, kręcąc się głównie po domu. Wstaję, żeby naszykować mężowi śniadanie do pracy. Śniadanie gotowe, pora na wspólną herbatę. Aaaa! Jednak nie: pora na przewijanie. Mąż wychodzi do pracy. Czas na zabawę, ale najpierw wstawiam pranie, a skoro już jestem w łazience, myję toaletę. Wojtek cały czas wisi na mojej nogawce. Po drodze do pokoju ustawiam porozrzucane po przedpokoju buty i zamykam otwartą przez synka szafę. Wreszcie docieramy na miejsce i zaczynamy zabawę, a przy okazji kilka razy ściągam Wojtka z zakazanych terenów: sofa, fotel, stół, szafka, znowu stół. O, już prawie 10. Domofon obudził Alę (ma ferie, więc może spać dłużej). Śniadanie. Dziś będzie owsianka albo jajecznica. Będzie, ale na razie zaganiam Alę do mycia. Wojtek znów zajął się butami... Udało się: śniadanie gotowe, ale trzeba się pośpieszyć, bo o godz. 12 mam spotkanie z grupą karmiących mam. Wcześniej sprzątanie po śniadaniu. OK, zmywarka załadowana, córka się ubiera, jeszcze tylko powieszę pranie, wstawię następne i mogę ogarnąć siebie i młodego. Po drodze ustawiam buty (znów!). Wreszcie jesteśmy gotowi do wyjścia. Spotkanie, które polega głównie na bieganiu po kawiarni za dziećmi. Udaje mi się zamienić kilka słów z innymi biegającymi mamami. Pora do domu. Po drodze zakupy. W domu Ala przez chwilkę zajmuje się młodszym bratem, a ja mam czas na powieszenie kolejnego prania i przygotowanie obiadu. Dzieci jednak nie potrafią się bawić same. W ruch poszły miski z szafki, łyżki z szuflady i ziemniaki spod stołu :-) Uf, w końcu wraca mąż. Obiad zjedzony, a ja zamykam się w sypialni z zamiarem ucięcia sobie krótkiej drzemki. Kończy się na zmianie pościeli i odłożeniu za małych ubranek syna. Trzeba będzie je kiedyś obfotografować i sprzedać. Ale to kiedyś. Dobrze, trzeba naszykować jakąś kolację. Potem jeszcze godzinka zabawy z synkiem i w końcu kąpiel dzieci. Wojtek nakarmiony, śpi. Jeszcze tylko szybka gra z córką i będzie czas na... No cóż, na prasowanie. Pora spać. Jutro (a właściwie już dziś), pobudka koło 5 rano. Krokomierz pokazał, że zrobiłam dziś tylko 11684 kroki, co daje 8 km i 178 m. Nie tak dużo, ale ja padam z nóg. Dobranoc. A jak wygląda Twój dzień? Co Cię najbardziej męczy, a co sprawia Ci największą radość? Udaje Ci się znaleźć czas dla siebie? A jeśli tak - co wtedy lubisz robić najbardziej? Czekamy na Twój komentarz. Polecamy także: Tata też potrafi! Zobacz jak młody tatuś ubiera czwórkę dzieci naraz.
karla08 Moja propozycja:Obydwoje rodziców bardzo mocno kocham, jednak nic nie równa się z tym czułym pocieszeniem mojej mamy, kiedy zrobię coś złego. Ona zawsze wie co mi powiedzieć, żebym nie przejmowała się jedynką z matmy, siniakiem na kolanie lub tym, że włosy nie chcą mi się układać! Chciałabym jej również podziękować za to, że zawsze we mnie wierzy, rozumie mnie w każdej sytuacji i bez względu na to jaka będę i co zrobię ona zawsze będzie obok mnie. 1 votes Thanks 0
na imie Karolina,mam 17 lat i mieszkam w okolicach sie w szkole 2 mlodszych braci,januszka-11lat i piotra 15lat.....od prawie roku moi rodzice nie sa razem,mama ma innego faceta....Jest bardzo ciezko.....W naszym mieszkaniu jest kuchnia,lazienka,komurka i dwa pokoje w ktorych czesto jest bardzo mama nie ma pieniedzy by kupic opal aby bylo cieplo. Czasami mam juz dosc zycia:( W domu jest bardzo ciezko,mama nie pracuje,utrzumujemy sie z funduszy z pomocy spolecznej(350zl.).Musi nam to starczac na miesiac w tym trzeba oplacic rachunki(woda,prad,gaz,smieci), ale nigdy nie starcza na caly miesiac bysmy mieki chleb.....Ostatnio pare dni temu,ja i moi bracia oraz mama nie jedlismy nic przez prawie tydzied,dopiero wczoraj mama dostala rodzinne i moglismy zjesc chleb i obiad,ale co z tego skoro jutro czy pare dni zaraz nie bedziemy mieli wlozyc co do ust...:((((Ostatnio bylam w szpitalu bo w szkole stracilam przytomnosc(moze dlatego iz nic nir jadlam).Bylam w szpitalu tydzien,teraz musze jezdzic na badania do gdanska,a to duzo kosztuje.....Nie iem jak sobie dalej poradzimy:)Moim marzeniem jst wyremontowanie mieszkania,bysmy zawsze mieli co jesc,abysmy zawsze mili cieplo w pokoju gdy idziemy spac,chcialabym aby mama sie nie smucila,nie plakala:(Chcialaby takze aby spelnilo sie marzenie mojego brata janusza(dostac gitare)Nie wiem czemu los jest tak okrutny,czemu mija rodzina musi tak cierpiec,przeciez my nic nie zrobillismy:::::::::::::::(Najbardzej jest mi szkoda mamy gdy podchodzi do mie i moi ;-karola,nie mam pieniedzy by dac ci na bilet do szkoly......Wtedy nie chodze pare dni do szkoly gdyz nie mam na bilet autobusowu do szkoly....Proszę niech ktoś nam pomoze,spelni moje marzenia,marzenie mojego mama juz nie placze,niech moi bracia i mama maja co jesc,niech beda szczesliwi.....Nikt nie wie ze teraz pisze,chce by ktos pomogl zrobic mi niespodzianke dla mamy i braci i pomogl nam jak tylko moze:( To jest moj adres e-meila gdzie mozecie pisac @ a to moj adres zamieszkania ,,Bielnik Drugi 3/3 82-300 Elbląg,, Prosze pomozcie nam.....
Kiedy byłeś mały, mama potrafiła być irytująca. Ona wiedziała wszystko najlepiej. Mówiła Ci co masz robić, jak się ubrać i z kim nie powinieneś się zadawać. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim co mamy mówiły, kryło się wiele cennych lekcji. Oto 10 najważniejszych rzeczy, które wpajała Ci mama i miała rację. 1. „Skąd wiesz, że tego nie lubisz jak nie spróbowałeś?” Dzisiaj każdy rozsądny dorosły wie, że eksperymentowanie ubarwia życie i rozciąga strefę komfortu. Kiedy byłem mały, nie można mnie było zmusić do tego, żebym zjadł flaki. Gdzieś tam wcześniej widziałem kiedyś rozjechanego psa, któremu wypłynęły flaki i myślałem, że oni chcą mnie tym karmić. Na nic zdały się wszelkie zapewnienia, że to nie takie flaki. Dzisiaj je uwielbiam. 2. „Jakby koledzy skakali z mostu to też byś skoczył?” Zrobiłem wiele głupich rzeczy tylko dlatego, że robili je moi koledzy. Szedłem na wagary, chociaż nie miałem na to ochoty. Piłem piwo, chociaż w ogóle mi nie smakowało. Każdy z nas chciał się ubierać jak inni i mieć te same gadżety co inni. Jednak to jest miecz obosieczny, bo kiedy dostrzegasz, że podążanie za tłumem rzeczywiście nie ma sensu, to mama zmieniała zdanie i wtedy słuchałeś, że trzeba iść na studia, znaleźć pracę, ożenić się, wziąć kredyt itd. bo… przecież wszyscy tak robią. Dlatego jak chcesz zrobić coś odstającego od schematu i mama ma pretensje, to przypomnij jej, że przecież to ona Ci to wpoiła. 3. „Pieniądze nie rosną na drzewie.” No rzeczywiście nie rosną. Trzeba na nie zapracować. Im większą wartość wnosisz do społeczeństwa i im większej ilości ludzi jesteś w stanie pomóc w tym samym czasie, tym więcej zarobisz. 4. „Idź już spać, bo rano będziesz zmęczony.” Czy dzisiaj nie jest to oczywiste, że jak trzeba wstać o 5:30, to siedzenie przed komputerem do 1:00 nie jest zbyt rozsądne? 5. „To nie jest towarzystwo dla Ciebie.” Miałem różnych kolegów. Do części z nich moja mama miała zastrzeżenia. Myślałem, że ma do nich jakieś osobiste pretensje. Doskonale rozumiała, że zadając się z nimi, mogę zejść na złą drogę. 6. „Nie garb się.” Czyż to nie było wkurzające, kiedy za każdym razem, gdy siedliście do wspólnego obiadu słyszałeś „nie garb się” albo „wyprostuj się”? Dzisiaj wiesz, że osoba z wyprostowaną sylwetką jest atrakcyjniejsza. Ktoś, kto się garbi jest mniej pewny siebie i robi złe pierwsze wrażenie. 7. „Nie obchodzi mnie kto zaczął. Macie się dogadać.” Masz rodzeństwo? Jeśli tak, to wiesz jak to wygląda. „Mamo, bo ona zabrała mi klocki”, „Mamo, a on mnie bije” itd. Często ten bój przegrywają starsze dzieciaki bo wtedy słyszą: „jesteś starszy, to ustąp”. Mam starszą siostrę i nie pamiętam, żeby mama jakoś szczególnie stawała w roli rozjemcy. Zazwyczaj sami musieliśmy dojść do jakiegoś porozumienia. To uczy nas, że nie ma sensu się skarżyć i obwiniać innych. Najpierw zrób co się da, żeby szybko rozwiązać problem. Nie zachowuj się jak niedojrzały pajac biorąc drugą stronę na przeczekanie. Urządzanie zawodów w „kto pierwszy zmięknie” jest przejawem niedojrzałości. Załatw to choćby dla własnego komfortu psychicznego. 8. „Nie musi się udać, ale przynajmniej spróbuj.” Otóż to. Jazda na rowerze, kolorowanie bez wyjeżdżania za linię, lepienie z plasteliny, pływanie itd. Ty się bałeś podejść do zadania i mama zachęcała Cię właśnie tymi słowami. Chciała, żebyś się przełamał bo wiedziała, że jak zrobisz ten pierwszy krok, to będzie łatwiej. 9. „To nie koniec świata.” Zerwała z Tobą dziewczyna, z którą miałeś być do końca życia? Nie zdałeś prawa jazdy? Nie dostałeś pracy? Nie zdałeś egzaminu na wymarzone studia? Wtedy padały słowa: „To nie koniec świata”. Wtedy tego nie rozumiałeś, ale dzisiaj wiesz, jakie to prawdziwe. 10. „Zrozumiesz jak będziesz starszy.” Zrozumiałem mamo. Dziękuję.
co moja mama robi najlepiej